Do kogo należy kosmos?
Dodane przez jacek dnia 12/06/2019 15:42:47
satelita na zdjęciach astronomicznych Jedno y wielu zdjęć trafiających do kosza przez ślad satelity. Rejon Lutni koło Vegi. Credit: Jacek PatkaPytanie to stawiane jest dzisiaj coraz częściej i wcale nie jest pozbawione sensu. Gdybyśmy kiedyś zadali sobie to pytanie w stosunku do Ziemi, może nie mielibyśmy takich problemów z klimatem, czystością środowiska czy ginięciem gatunków. Problem plastikowych śmieci w oceanach i glebie w każdym zakątku planety jest najlepszą nauką dla ludzkości jak robić nie powinniśmy. Ale czy aby jest tak na pewno?
Treść rozszerzona
Jest takie powiedzenie „historia lubi się powtarzać”. W ten sposób próbujemy znieść odpowiedzialność z nas, ludzi, na czynniki wyższe i niezależne od nas. Co jest niezgodne z prawdą. Potrafimy przewidywać skutki swoich działań i to bardzo precyzyjnie. Ale ci którzy odpowiadają za realizację naszych działań na skalę globalną czy wręcz kosmiczną okazują się niekompetentni. Kierując się krótkowzrocznymi korzyściami finansowymi mają za nic życie przyszłych pokoleń i realizację działań niekomercyjnych, naukowych itp. Obecny czas jest najlepszym do rozmowy, czy wręcz krzyku, o konieczność regulacji i egzekwowania odpowiedzialności za kosmiczną działalność człowieka. Choć nasze sumienia powinny być najlepszymi egzekutorami praw.

Astronomowie już mają na swoim koncie podjęcie działań w ratowaniu środowiska na skalę globalną. Mówię tu o Light Pollution [LP] (zanieczyszczeniu nocnego nieba sztucznym światłem). To nikt inny a właśnie oni zwrócili uwagę całemu światu, że nasze świecenie zmienia diametralnie warunki w środowisku naturalnym i że jest to z naszej strony działanie bezmyślne. Szybko okazało się, że LP nie tylko uniemożliwia pracę astronomom, ale destabilizuje środowisko nocne zwierząt i roślin, a w niedługim czasie powiązany wzrost wystąpień raka piersi u kobiet z tą dziedziną naszej działalności. Przez szereg lat niewiele się zmieniało, aż ograniczenia energetyczne zaczęły zwracać uwagę ludzi na potrzebę zmian.

Najbliższy nam kosmos, czyli orbitę okołoziemską, nie od dzisiaj prześladują kosmiczne śmieci. Stają się one coraz większym utrapieniem dla realizatorów wszelkich misji na orbitę i do dalszych obszarów Układu Słonecznego. Masę sprzętu, ludzi, pieniędzy i energii zaprzęgamy by zapewnić funkcjonowanie coraz bardziej zależnych od satelitów gospodarek naszych państw. Na chwilę obecną nikt nikogo nie pyta o to czy może wysłać 1 lub 10 sond na orbitę. Testuje się broń anty-satelitarną i wyrzuca wszystko co tylko się da za burtę statków kosmicznych. Wyjątkiem od reguły jest ISS, z której śmieci wracają na ziemię a czasem spalają się w atmosferze ziemskiej.

I oto w takim momencie sektor prywatny uruchamia projekt wysłania na niskie orbity 12 tysięcy statków kosmicznych. Kolejni ustawiają się w kolejkę do realizacji jeszcze większych misji.

O czym myślą ich pomysłodawcy? O dostępie do Internetu na całym globie?
Nie. Myślą o płacących grube pieniądze użytkownikach sieci internetowej. W skrócie o pieniądzach jakie mogą zarobić na tych, którzy są za daleko by poprowadzić dla nich kabelek UTP. Wszyscy bowiem znamy problemy z bezprzewodowym Internetem. Częściej go nie ma niż jest. Mieszkańcy wielkich miast już mają swoje kabelki. Ale są jeszcze miliony takich, na których można zrobić wielkie pieniądze. I tłumaczenie, że w ten sposób sfinansujemy lot na Marsa nie jest wytłumaczeniem. Bo cel nie uświęca środków.

Na dole znajdziecie linki do artykułów opisujących projekt Starlink. Taki projekt powstaje przez długie lata. O problemach z obecnością 12 tysięcy satelitów na orbicie zdawali sobie sprawę wszyscy, którzy w tym projekcie mieli swój udział. Ale jak zwykle musieli zająć swoje stanowisko astronomowie, by ktokolwiek zdał sobie sprawę co się tak naprawdę dzieje. Wędrujący po niebie sznur satelitów, wygląda może i ciekawie. Ale w rzeczywistości jest to znak złowieszczy. W takich porcjach powędrują tam kolejne urządzenia liczone w dziesiątkach tysięcy sztuk. Ich żywotność nie będzie taka jak sond Voyager. Ale znacznie krótsza, bo jest to po prostu tańsze tak jak w przypadku naszych lodówek i telewizorów.



A z czym przyjdzie nam się zmierzyć?

Na zdjęciach nieba za każdym razem fotografuję w kadrze satelitę. Ne ma takiej sesji bym kilku zdjęć nie musiał skasować z tego powodu. Koszt eksploatacji mojego sprzętu jest znikomy. Cierpi moja duma. Ale praca teleskopu profesjonalnego, wartego miliardy dolarów czy euro, to już zupełnie inna bajka. Pieniądze na ich funkcjonowanie dają liczne kraje – społeczeństwo. I są to bardzo duże pieniądze. Te teleskopy muszą skutecznie pracować w każdą noc, by korzyści z nauki zadowalały nas. Doświadczenia z teleskopu Hubble’a dowodzą, że jest to świetne rozwiązanie. Ale wielokrotnie droższe i wymaga ryzykowania ludzkiego życia, by je utrzymać w sprawności. Kiedy stwierdzono wadę zwierciadła teleskopu kosmicznego okazało się, że jest ona nie do usunięcia. Choć zwierciadła podobne do tego z Hubble’a były na ziemi, nie było sposobu sprowadzenia teleskopu tu, do serwisu. Ziemskie teleskopy mogą być wielkie jak stadiony. ELT to wspaniały przykład takich realizacji. Ich koszt to ułamek kosztów misji Hubble’a (ELT - 1 miliard euro, HST 10 mld $, JWST - 6.5 mld $). I są zdecydowanie bardziej wydajne. Przygotowany następca HST, teleskop JWST, od lat nie może dotrzeć na swoje miejsce w kosmosie. Mało prawdopodobne, by astronomie w najbliższych dziesięcioleciach przenieśli swoje teleskopy w kosmos czy na Księżyc. Dlatego Starlink i inne projekty tego typu, to wielki problem dla nauki. Nikt nie zadał pytania astronomom czy taka ilość satelitów będzie problemem dla badań. Oni sami musieli to odkryć. A może wiedziano o problemie, tylko skrzętnie go ukryto – przemilczano? Zrobiono na zasadzie: polecimy, zobaczymy?

A czy poza astronomią są jakieś negatywne skutki takich projektów?
Im więcej satelitów tym większe prawdopodobieństwa kolizji, awarii czy wręcz katastrof w kosmosie. Każde takie zdarzenie to wygenerowanie setek a nawet tysięcy szczątków lecących całkowicie bez kontroli we wszystkie kierunki. Wygenerują one kolejne zdarzenia i kolejne szczątki w tempie wykładniczym. W końcu przestanie działać telewizja, telefonia, GPS a nawet sam Internet z orbity. A my nie będziemy zdolni do posprzątania po sobie. Pan Elon Musk i kolejni jego naśladowcy zabiorą swoje zabawki do kolejnej piaskownicy. Zmartwienie pozostawiając kolejnym pokoleniom.



Kto będzie za to odpowiedzialny? A przede wszystkim, kto zajmie się naprawą tego stanu rzeczy?

W obecnym czasie pewnie nie jesteśmy w stanie przewidzieć wszystkich negatywnych skutków takiego postępowania. Ale gdy już będziemy w stanie, to nasza bezradność, będzie jak u dziecka we mgle.

Uregulowania prawne już istnieją do dziesiątków lat. Wszystko już ustalono, poza jednym: kto ma przestrzegać tych umów, regulacji i prawa. Okazuje się, że silniejszy, bogatszy jak zwykle robi co chce i nie ma niego silnych.

starlink Astronomowie są zaniepokojeni. Credit: Victoria Girgis/Lowell ObservatoryJa też lubię latanie w kosmos. Cieszę się z każdego sukcesu firmy SpaceX. Ale to nikogo nie usprawiedliwia przed robieniem złych rzeczy na gigantyczną skalę. Gdy satelity tam polecą to już nikt ich stamtąd nie zabierze. Będą tam jak 5 tysięcy innych obecnych już i miliony odłamków krążących wokół planety niczym stada wilków czyhające na swoje ofiary. Kosmos to nieprzyjazne środowisko dla nas. Będąc tam walczymy o każdy oddech i każda minutę życia w tym środowisku zamknięci w aluminiowych puszkach. Ale gdy coś stamtąd leci w naszym kierunku nasz lęk rośnie na niespotykana skalę. To dlatego takimi pomysłami możemy strzelić sobie nie w stopę, ale w obie stopy lub wręcz w głowę.

Dlatego pamiętaj Czytelniku. Zawsze jak coś robisz zastanów się najpierw nad konsekwencjami tego działania. Jest nas zbyt wielu by zapominać o innych mieszkańcach planety.

Artykuł powstał z powodu potrzeby podjęcia działania już teraz nim jeszcze nie jest za późno. Tylko liczne ludzkie głosy są w stanie zmusić właściwych ludzi do myślenia. Niestety wielu mieszkańców nie ma szansy się bronić przed naszymi działaniami. To tak jakby ich tu w ogóle nie było. Tych ptaków śpiewających, kolorowych kwiatów, czy zielonych lasów. Niedługo tak właśnie może się stać. Po prostu znikną bez śladu.

A co wtedy będzie z nami?



Przeczytaj więcej: